Zjazd V w Gdańsku

29 marca 2008  

O V ZJEŹDZIE RODZINNYM W CZASIE PRZESZŁYM

ZJAZD ODBYł SIE W DNIACH 30.04-01.05.2005 R

goście  *  zdjęcia  *  życzenia  * życzenia Związku Szlachty Polskiej * wierszyk

 

    Po paromiesięcznym używaniu czasu przyszłego mogę dzisiaj mówić o Zjeździe w czasie przeszłym.

V jubileuszowy Zjazd Rodu Ścibor-Bogusławskich jest już historią.

 

Na pewno każdy z uczestników ma inną opinię na jego temat i co innego zapadło mu w pamięć, natomiast ja jako „Zespół Organizacyjny” patrzyłam i słuchałam zza szyby reżyserki. Jednocześnie bardzo jestem ciekawa i myślę, że większość „dojrzałych” uczestników również, jak ocenia to spotkanie licznie tym razem przybyła młodzież. Mimo że nie zawsze jestem zwolenniczką żargonu nastolatków, to tym razem opinię w stylu „Zjazd był wypasiony” usłyszałabym z przyjemnością.

 

Program zjazdu udało się, z małymi odchyłkami, utrzymać według planu.

Wszyscy dotarli na czas do Katedry w Oliwie i wysłuchali koncertu organowego. Natomiast już na samym początku dalszej części zawisło widmo fiaska oprawy mszy świętej w tejże Katedrze, ponieważ nie stawił się organista! (Umawiałam się z nim tydzień wcześniej przez telefon). Dzięki temu na początku zagrał sam pan profesor Roman Perucki, gdańska sława, który był na tyle uprzejmy, że został dłużej po swoim koncercie, a potem dopiero zjawił się zmiennik. Nadrobił to bardzo rzetelnym zagraniem i odśpiewaniem „Barki” na zakończenie.

 

Eucharystia była bardzo ładna. Chorąży Maciek Bogusławski z Kasią Bogusławską i Martą Kozłowską ponieśli sztandar Rodowy przed ołtarz pokonując ¾ długości katedry, czyli ok. 75 metrów. Zuzia Kacprzak, Ania Thun-Sobierajska i Magda Dobrowolska zajęły miejsca przy mikrofonach śpiewając i grając na gitarach elementy muzyczne podczas mszy a w czasie komunii św. specjalnie przygotowaną piosenkę „Modlitwa Franciszka o chleb”, którą od lutego ćwiczyły pod okiem / uchem kompozytora p. Andrzeja Wawryków. [Jest to fragment spektaklu muzycznego o św. Franciszku]. Niezaprzeczalnie najważniejszym sprawcą naszej radości eucharystycznej był Ojciec Paweł Blok, franciszkanin, który sprawował mszę świętą i wygłosił bardzo piękną homilię, pełną wskazówek ale i pochwał dla Familii za kultywowanie tradycji. Przestrzegał przed zbyt namiętnym poświęcaniem się genealogii i skupianiu się na samym rodowodzie kosztem dawania codziennego przykładu żyjącym i wychowywania młodzieży. Na koniec dodał, że przeczytawszy całą historię rodu, który ma tak licznych członków, nie znalazł żadnego świętego. Zrozumieliśmy, że skoro ich nie było to ....powinni być. Tak więc chyba trzeba zabrać się za wyprodukowanie kandydata do beatyfikacji! Myślę, że nasza młodzież umysły ma otwarte i aluzję zrozumiała! Tym bardziej, że jeden z nich, Filip, przywiózł nawet swoją dziewczynę do zaakceptowania przez rodzinę na narzeczoną J). I jeżeli ta znajomość będzie miała dalszy ciąg matrymonialny to sugeruję, żeby Dorotka zaprosiła wszystkich nas na wesele!

 

Tradycyjnie już, najmłodsi i młodsi z Rodu, tym razem Justyna Adamczyk, Zosia Bogusławska, Marcin Adamczyk, Andrzej Deutschman, Mateusz Janosik, i Filip Kolasiński zanieśli w procesji Dary do Ołtarza: kwiaty, świecę, kołacz i hostię oraz wodę i wino. Na zakończenie mszy, po błogosławieństwie, o. Paweł przekazał poświęcony kołacz Wandzie Thun, która podzieliła się nim z najstarszymi a potem gospodyni Zjazdu częstowała wszystkich obecnych na mszy świętej. Zostało to przyjęte z podwójną radością, ponieważ każdy miał nadzieję, że ten poświęcony chleb, choć trochę ogrzeje ich zmarznięte ciała od wewnątrz, albowiem antyczny chłód zaczął być dominującym doznaniem fizycznym już od połowy mszy. Niemniej, nawet i takie przeżycie warte jest tej marnej doczesnej niedogodności za cenę przebywania w otoczeniu wielu perełek baroku i gotyku oraz w raju heraldyków: mnóstwa herbów opatów cysterskich i władców wzdłuż głównej nawy (blisko wejścia znajduje się również herb Ostoja). Aby Rodzina mogła choć w części uświadomić sobie albo odświeżyć zalety miejsca, przed wejściem do kościoła wszyscy dostali skondensowaną informację na temat Archikatedry i organów w Oliwie.

Po mszy udało nam się zrobić przed portalem wspólne zdjęcie, a potem ruszyliśmy do Jelitkowa do ośrodka nad plażą. Tam zaprezentowani zostali imiennie wszyscy z Rodu, którzy pojawili się po raz pierwszy, i oczywiście Kuzyn mojego Kuzyna, a seniorka Wanda Thun powitała zebranych otwierając oficjalnie ucztę dla ciała po uczcie duchowej. Wówczas Małgosia i Tadek Kacprzak, co roku doświadczani studniówkami, poprowadzili poloneza z figurami i tanecznym krokiem dotarliśmy do stołów. Zanim ruszyły do akcji pierwsze widelce i noże o. Paweł zmówił z nami modlitwę przed jedzeniem. Chyba po raz pierwszy w historii naszych zjazdów posilaliśmy się pobłogosławionym jadłem.

 

Po daniach głównych Chorąży Maciek ustawił sztandar w widocznym miejscu i cała nasza grupa, zregenerowana obiadem, odśpiewała gromko Hymn Zjazdowy, który w ostatnim czasie został poszerzony o jeszcze jedną zwrotkę napisaną przez Dankę Trzecianowską. Niestety, podkład muzyczny przygotowany wcześniej nie obejmował dłuższego tekstu, więc odbyło się to w dotychczasowym kształcie. Będziemy musieli nadrobić to na następnym spotkaniu.

 

Zgodnie z programem, wystąpił z życzeniami członek Zarządu Związku Szlachty Polskiej z siedzibą w Gdańsku, pan Witold Forkiewicz przekazując nam związkowe wyrazy uznania za kultywowanie tradycji szlacheckich i rodzinnych, gratulując naszemu rodowi trzech reprezentantów w Związku.

 

Nadszedł czas na przyjęcie do rodziny nowych członków za sprawą małżeństw oraz nowonarodzonych, którzy pojawili się od poprzedniego Zjazdu. W przypadku tych pierwszych zostali oni uznani za inkorporowanych do naszego Rodu w sposób wirtualny i zaoczny, ponieważ ani Zosia Kacprzak nie stawiła się z Pierrem Fleury, ani Ania Trzecianowska z Jankiem Maryańskim. Natomiast jak najbardziej fizycznie obecny był najmłodszy przedstawiciel Bogusławskich, którego ojciec tradycyjnie i po szlachecku okazał naszemu gremium podnosząc do góry, co nie pozostawiło wątpliwości, że uznaje go za swego syna. Dlatego mały Ignaś otrzymał „certyfikat okazania”, został udekorowany szarfą z herbem i wreszcie dostał coś bardziej go interesującego – zabawkę.

 

Po ceremoniach przyjemnych nastąpiła mniej radosna, albowiem zostało ogłoszone, że w międzyczasie, w lutym 2004 zmarł bezżennie i bezdzietnie Marian Bogusławski z linii Jakubińskiej, ostatni rolnik w rodzie, który gospodarował w Janowie w sieradzkim, na ostatnim kawałku ziemi należącym do Bogusławskich.

 

Zaraz po tym wjechał tort jubileuszowy. Wielkie koło z 5 świeczkami, które gasili Senior Lech Bogusławski i Seniorka Wanda Thun, która również krajała go i rozdzielała, ale jak mówili niektórzy, tendencyjnie i po kumotersku! Niemniej chyba wszystkim bardzo smakował, ale też nazywał się Royal Chocolate, więc sama nazwa zobowiązywała.

 

Po obiedzie i deserze udało się zebrać prawie wszystkich do zdjęcia familijnego, ale jak zawsze, parę osób rozproszyło się, więc znowu fotka jest niekompletna. Ale w tej rodzinie już inaczej chyba nie będzieJ).

 

Przez cały czas na ścianie wisiało prawie 3-metrowe drzewo genealogiczne Bogusławskich, jak zawsze z wielka starannością wykonane i wydrukowane przez Rafała Bogusławskiego - drugiego obok Wojtka - genealoga. Tym razem dołączone zostało do niego drzewo Skotnickich h. Rola, które przywiózł Jan Skotnicki oraz tablice genealogiczne rodziny Thun. Ciekawi pokrewieństwa mogli w każdej chwili sprawdzić, jakie koligacje łączą ich z wybranymi osobami i stwierdzić, czy jego kuzyn to kuzyn kuzyna czy nie. Ponadto, staraniem również naszych genealogów, pojawiły się wydrukowane i oprawione wypisy z regestrów zbierane przez archiwistów w Archiwum Akt Dawnych na zlecenie Rafała i Wojtka, którzy sami to przedsięwzięcie finansują. Dla każdego zainteresowanego szczegółami bogatej historii Bogusławskich takie wypisy z dokumentów stanowią rarytas!

 

Po małym odpoczynku, rozpoczęliśmy „obrady” wieczorne od koncertu szant śpiewanych przez młodego żeglarza morskiego i świetnego gitarzystę Jędrusia, kolegę Marcina Dobrowolskiego. W moim planie było, abyśmy razem z artystą zaśpiewali bardzo popularną szantę „Gdzie ta keja”, której słowa rozdałam wszystkim dla ułatwienia sytuacji. A tu Jędruś mi zgłasza, że to jest „mazurska” szanta i on zazwyczaj takich nie śpiewa (dla morskiego to dyshonor). Jednak my, nie-żeglarze nie rozróżniający takich branżowych niuansów pomiędzy różnymi akwenami wodnymi bardzo nalegaliśmy, więc artysta morski zgodził się na dziełko jeziorne i lądowi z zasady Bogusławscy zaśpiewali szantę na Zjeździe w Gdańsku!

 

Koncert szant przeniósł się w plener albowiem czekało już na nas ognisko i kiełbaski, więc przy piwie i z patykami nad ogniem słuchaliśmy dalszych morskich opowieści Jędrusia. Powróciwszy do restauracji mogliśmy zasiąść do zakrapianej kolacji, z czego niektórzy skwapliwie skorzystali, przez co musiałam udzielać prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. W trakcie biesiady odczytałam i przekazałam życzenia od naszych nieobecnych kuzynów, którzy nie mogli przyjechać albo z powodów zdrowotnych albo zawodowych i odległościowych. Natomiast ci, którzy skorzystali z tej miłej okazji zobaczenia się z mniej lub bardziej znanymi krewnymi dostali Dyplomy Uczestnictwa. Niestety, przez moje roztargnienie zabrakło takiego certyfikatu dla Krzysia Deutschmana, ale Thun i Deutschman dogadali się jak Polak z Polakiem i nie ma problemu J).

 

W międzyczasie Wojtek Bogusławski ustawił sprzęt i obejrzeliśmy Mix Zjazdowy, czyli fragmenty filmów z poprzednich czterech zjazdów, o które poprosiłam Wojtka specjalnie na tę okazję. Wojtek jest kuzynem odpowiedzialnym i rozumie swoje obowiązki wobec Familii, więc spełnił moją prośbę w lot. Zresztą na każdy zjazd przygotowuje jakiś pokaz i z własnej woli targa kilometry kabla oraz maszynerię komputerową, aby wizualnie zapoznać nas z życiem rodziny bieżącym i historycznym, za co chwała należy Mu się wielka.

 

Po filmie przyszedł czas na dzieci. Trzy panienki: Zosia Bogusławska, Justyna Adamczyk i Ania Thun-Sobierajska miały za zadanie ustawić chronologicznie w szeregu wszystkich członków swojej rodziny, którzy znajdują się na zjeździe. Mogły korzystać z podpowiedzi starszych albo z drzewa genealogicznego. W dwóch przypadkach poszło bardzo sprawnie, ale i ostatnia panienka poradziła sobie. Wszystkie dostały dyplomy za praktyczną znajomość drzewa genealogicznego.

 

Sobota zakończyła się na plaży. Zaopatrzeni w pochodnie ruszyliśmy dziarsko przez piach, aby stanąć w falach Bałtyku i oddać mu cześć śpiewając o morzu i Zawiszy Czarnym i życiu marynarskim.

Północ zastała większość z nas w drodze do poduszki.

 

Następnego rana po śniadaniu nastąpiła bardzo ważna narada dotycząca przyszłego zjazdu. Lech Bogusławski jako najstarszy senior został poproszony o swoją opinię. Jego życzeniem było, aby następna impreza odbyła się za rok w okolicach Mierzyna, wsi w której proboszczem był dawno temu ksiądz Ignacy Bogusławski. Następnie drugi senior, Włodzimierz Bogusławski z linii Franciszkańskiej powiedział, że należałoby urządzić spotkanie za 3 lata, aby wypadło w 10 rocznicę pierwszego Zjazdu Rodzinnego. Po czym o głos poprosił Wojtek Bogusławski i stwierdził, że po konsultacjach głównie z Małgosią Kasprzycką chce inicjatywę oddać w ręce młodzieży, która wydaje się być zainteresowana naszą tradycją i dlatego mogłaby ułożyć taki program, który odpowiadałby ich oczekiwaniom. Następnie odbyło się głosowanie dotyczące terminu.

 

W efekcie narady ustalono, że następny zjazd organizuje za rok młodzież koordynowana przez Martę Kozłowską z Łodzi, która oczywiście może prosić o pomoc starszych. W związku z tym oficjalnie przekazano transparent na ręce łodzian a Chorąży w obecności wszystkich zwinął sztandar i przechowa go do następnej uroczystości.

 

Wobec deszczowej aury rozpoczęcie sezonu pływackiego w Rodzinie zostało przełożone na późniejszy termin mimo gotowości Zuzi do kąpieli w zimnym Bałtyku.

 

I tu nastąpiło zamknięcie Piątego Zjazdu Rodziny Ścibor-Bogusławskich.

 

Barbara Thun

Gdynia

 

 

P.S. W niedzielę, 1 maja wieczorem, u mojej siostry Małgosi i Tadka Kacprzaków w Rumi odbyło się podsumowanie zjazdu, w co prawda o stokroć mniej licznym gronie, ale za to z udziałem najbardziej opiniotwórczego głosu Cioci Neli J)






Lista uczestników Zjazdu

 

  1. Lech Bogusławski – Łódź, linia Jakubińska     
  2. Krystyna Bogusławska – Łódź, linia Jakubińska
  3. Włodzimierz Bogusławski – Ostróda, linia Franciszkańska
  4. Wiesław Bogusławski – Częstochowa, linia Franciszkańska
  5. Stanisław Bogusławski – Lublin, linia Franciszkańska
  6. Zbigniew Bogusławski – Warszawa, linia Franciszkańska
  7. Aniela Bogusławska – Warszawa, linia Franciszkańska
  8. Rafał Bogusławski – Bielsko Biała, linia Jakubińska
  9. Elwira Bogusławska – Bielsko Biała, linia Jakubińska
  10. Ignaś Bogusławski – Bielsko Biała, linia Jakubińska
  11. Wojciech Bogusławski – Elbląg, linia Franciszkańska
  12. Marta Bogusławska – Elbląg, linia Franciszkańska
  13. Adam Bogusławski – Warszawa, linia Franciszkańska
  14. Jan Bogusławski – Ostróda, linia Franciszkańska
  15. Anna Bogusławska – Ostróda, linia Franciszkańska
  16. Kasia Bogusławska, poczet sztandarowy – Elbląg, linia Franciszkańska
  17. Maciek Bogusławski, Chorąży – Elbląg, linia Franciszkańska
  18. Zosia Bogusławska – Elbląg, linia Franciszkańska
  19. Joanna Bogusławska – Kozłowska, Łódź, linia Jakubińska
  20. Krzysztof Kozłowski – Łódź, linia Jakubińska
  21. Marta Kozłowska, poczet sztandarowy – Łódź, linia Jakubińska
  22. Bohdan Pstrokoński – Olsztyn, linia Franciszkańska
  23. Krzysztof Deutschman – Warszawa, linia Franciszkańska
  24. Kasia Deutschman – Warszawa, linia Franciszkańska
  25. Andrzej Deutschman – Warszawa, linia Franciszkańska
  26. Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz, Warszawa, linia Franciszkańska
  27. Jan Skotnicki – Warszawa, linia Franciszkańska
  28. Wanda Thun – Gdynia, linia Franciszkańska
  29. Małgorzata Bogusławska – Kasprzycka, Częstochowa, linia Franciszkańska
  30. Wojciech Kasprzycki – Częstochowa, linia Franciszkańska
  31. Ewa Statkiewicz – Kolasińska, Warszawa, linia Franciszkańska
  32. Krzysztof Kolasiński – Warszawa, linia Franciszkańska
  33. Filip Kolasiński – Warszawa, linia Franciszkańska
  34. Mateusz Janosik – Częstochowa, linia Franciszkańska
  35. Agnieszka Adamczyk – Bełchatów, linia Jakubińska
  36. Grzegorz Adamczyk – Bełchatów, linia Jakubińska
  37. Justyna Adamczyk – Bełchatów, linia Jakubińska
  38. Marcin Adamczyk – Bełchatów, linia Jakubińska
  39. Barbara Thun – Gdynia, linia Franciszkańska
  40. Małgorzata Thun-Kacprzak, Rumia, linia Franciszkańska
  41. Tadeusz Kacprzak –Rumia, linia Franciszkańska
  42. Katarzyna Thun-Dobrowolska, Sopot, linia Franciszkańska
  43. Grzegorz Dobrowolski – Sopot, linia Franciszkańska
  44. Olga Leszczyłowska – Gdynia , linia Franciszkańska
  45. Ania Thun-Sobierajska, Gdynia, linia Franciszkańska
  46. Dominik Kacprzak – Rumia, linia Franciszkańska
  47. Zuzia Kacprzak – Rumia, linia Franciszkańska
  48. Marcin Dobrowolski – Sopot, linia Franciszkańska
  49. Magda Dobrowolska – Sopot, linia Franciszkańska
  50. Jerzy Półgrabski – Warszawa, kuzyn Barbary, Małgorzaty i Katarzyny Thun
  51. Joanna Półgrabska - Warszawa, kuzynka Barbary, Małgorzaty i Katarzyny Thun
  52. Maria Wilgat, Warszawa, z Wehrów - sąsiadów Bogusławskich z Wilkowic
  53. Dorota Otulak – kandydatka na narzeczoną Filipa Kolasińskiego z Warszawy

 

W uroczystym obiedzie uczestniczyli również:

 

            O. Paweł Blok, franciszkanin z klasztoru w Gdyni

            Witold Forkiewicz – przedstawiciel Związku Szlachty Polskiej






ŻYCZENIA

Kochana Basiu,

Na Twoje ręce przesyłamy wszystkim uczestnikom Zjazdu Rodzinnego życzenia

bardzo dobrej zabawy i  miłych chwil spędzonych w ciepłym rodzinnym gronie.

A Tobie i wszystkim pomocnikom-organizatorom życzymy, aby była to bardzo udana

 impreza i żebyście też się na niej wspaniale bawili.

Ściskamy serdecznie i całujemy, myślami będziemy z Wami.

 Grażyna i Janusz

*********

Kochani,

Przede wszystkim chcieliśmy przeprosić

za zawód, jaki sprawiliśmy Wam swoją nieobecnością.

Wybaczcie to zarozumialstwo, ale to ponoć

nasza rodowa, a więc wspólna, cecha.

Ale tak naprawdę Nam jest przykro, że tak się złożyło.

Przykro, że nie pogawędzimy razem, że nie zaśpiewamy z Wami

i nie ustawimy się do wspólnej fotografii.

Życzymy Wam owocnych obrad, wiele radości,

spacerów w słońcu, kojącego szumu morza i dobrego wina,

które prosimy wypijcie za zdrowie Nas wszystkich

 

 

                                                         Danuta i Andrzej Trzecianowscy

                                                         Basia i Iwo Gabrysiak z dziećmi

                                            Ania i Janek Maryańscy

 








POZJAZDOWE WSPOMNIENIA
(autorka : Justyna Adamczyk)

W północnej części kraju,
Gdzie morze ląd obmywa,
Według pięknego zwyczaju
Piąty zjazd się odbywał.
Rodzina nasza wspaniała,
Choć po świecie rozrzucona,
Na spotkanie przyjechała,
Więc każdy się może przekonać,
Że wszyscy tradycję cenimy
I jak na ród szlachecki przystało
Rodzinne zjazdy bardzo lubimy.
A oto, co na zjeździe się stało:
Na początku koncert organowy
W pięknej, zabytkowej Katedrze Oliwskiej.
Następnie wprowadzono sztandar rodowy
I tak zaczęto Eucharystię.
Wszystkim się bardzo podobała,
Ojciec Paweł czytał Boże Słowo,
Młodzież tę mszę obsługiwała,
Co uczyniło ją wyjątkową.
Dobiegło końca kościelne spotkanie,
Święconym kołaczem się posililiśmy.
Kto patrzył uważnie, dostrzegł na ścianie
Katedry nasz herb Ostoja. Gdy wyszliśmy,
Wspólne zdjęcie zrobić nam się udało,
A następnie do „Rzemieślnika” sprawnie
Dotarliśmy rodziną całą.
Seniorka Wanda Thun powitała nas ładnie,
Po czym ruszyła do tańca rodzina.
Krokiem poloneza do stołów dotarliśmy,
Ojciec Paweł modlitwę zaczyna
I tak ucztę rozpoczęliśmy.
Po smacznym obiedzie w pełni sił
Odśpiewaliśmy Hymn Zjazdowy.
Po czym z życzeniami wystąpił
Witold Forkiewicz, nasz gość honorowy,
Do Zarządu Związku Szlachty Polskiej należący.
Potem Rafał Bogusławski szlacheckim zwyczajem
Podniósł Ignasia, co jest faktem wystarczającym,
Że za syna i członka Rodu go uznaje.
Później na tort jubileuszowy nadszedł czas:
Świeczki na nim zgasili seniorzy-
Wanda i Lech. Udało się zebrać wszystkich nas
Do zdjęcia, gdy każdy deser spożył.
Wieczór upłynął bardzo miło:
Przy dźwięku szant nad ogniskiem kiełbaski piekliśmy,
Przyjemnie się nam gawędziło,
Potem w restauracji kolację spożyliśmy.
Dyplomy Uczestnictwa zostały rozdane,
Nadszedł czas na obejrzenie filmu – Mixu Zjazdowego.
Potem trzy dziewczęta zostały wybrane,
by wykazać znajomość drzewa genealogicznego.
Zosia, Ania i Justyna – każda z nich ustawiła
Członków swej rodziny, z drzewa korzystając.
Po tym, jak dostały dyplomy, rodzina ruszyła
Na plażę, płonące pochodnie trzymając.
Tak skończyła się sobota, a następnego
Dnia rano po śniadaniu narada się odbyła,
Aby ustalić datę zjazdu następnego.
Niestety, tegoroczna uroczystość się skończyła,
I zaczął się żegnać każdy z każdym,
Dziękując za czas wspólnie spędzony.
Zjazdy stały się elementem ważnym
Naszej tradycji i na pewno to nie stracony
Czas. W końcu podstawa to rodzina,
Największa wartość na świecie,
A drugiej takiej jak Bogusławskich familia
Zapewniam, nie znajdziecie.


(autorka : Justyna Adamczyk)